piątek, 21 sierpnia 2015

One Schot nr. 3 nie mam tytułu. przepraszam ;-)






-Czemu ja nie potrafię bez niego żyć?!-jego brązowe oczy pokryła mgiełka,a następne łzy zaczęły lać się po policzkach.
-Nie jestem ci potrzebny?-zrobiło mi się ciężko na płucach.Wstrzymałam oddech najdłużej jak tylko potrafiłam.Wypuściłam powietrze nadal zastanawiając się nad tym co mu odpowiedzieć.W końcu słowa zaczęły same wylewać się z ust.
-On jest moim tlenem.Ty możesz być azotem.Oboje jesteście mi bardzo potrzebni.Ale powietrze głównie składa się z tlenu.Rozumiesz?-otarł policzki rękawem swojej ulubionej,szarej bluzy.Spojrzał mi w oczy i podszedł bliżej.Chwycił najmocniej jak tylko potrafił za ręce i zaczął mówić:
-Nigdy ci go nie zastąpię,skarbie.Ale kocham cię i chce być z tobą.Wiem,że sama nie dałabyś rady.-Przytuliliśmy się do siebie.Próbowałam sobie przynajmniej wyobrazić,że jestem w ramionach Ella ,jednak wiedziałam jak wygląda rzeczywistość.
-Wyjeżdżam dzisiaj w nocy.-powiedziałam.
-Jak dzisiaj w nocy?!
-Chcę odpocząć.Pożegnać się z pewnymi miejscami.
-To ma ci pomóc w zapomnieniu o nim?Czy raczej jeszcze bardziej pogrążyć w tej waszej miłości?!
-Dosyć tego!-odepchnęłam go od siebie.Przypomniałam sobie jak Ell mówił mi każdego dnia,że jestem bardzo zależna od innych.
-Czego dosyć?!Jesteś moja!Od dłuższego czasu jesteś moja!Zrozum w końcu!To ja tobą rządzę!-nigdy nie widziałam go tak wściekłego.Z tamtego momentu pamiętam jedynie jak zaczął mnie całować.Odpychałam go.Uderzał mnie z całych sił.Talerze spadały ze stołu rozbijając się o płytki.Jego pięści okładały mnie coraz mocniej.Upadłam na ziemię,chciałam dosięgnąć miotły,a gdy już ją trzymałam poczułam otępiały ból z tyły głowy.Oczy zamknęły mi się i obudziłam się w sypialni przykuta do kaloryfera.Przez kilka dni siedziałam tam, dawał mi obiady.Pewnego dnia wyszedł do pracy.Nie dałam za wygraną.Gryzłam sznurki i przypadkowo spostrzegłam wystający,ostry kawałek spod dywanu.
-Mój pilniczek!-krzyknęłam z radością.Całe nadgarstki miałam we krwi.Kopałam w drzwi ,aż w końcu zamek pękł.Wybiegłam zabierając ze sobą jego całą forsę.Pobiegłam na pobliskie lotnisko.Lecąc całą drogę myślałam o tym co się ze mną stanie,gdy znowu zobaczę Ratliffa, gdy opowiem mu o tym,że już nawet Lucas mi nie pomógł w zapomnieniu o nim.Potem tylko wsiadłam do autobusu.Ten sam,którym jeździliśmy do miasta na basen.Pierwsze łzy polały się z oczu.Wysiadłam na moście,z którego zawsze do mnie dzwonił jak wracał o 9:00 z zajęć dodatkowych.Ściągnęłam czarne szpilki i po stopionym śniegu zaczęłam ile sił w nogach biec do niego.Krzyczałam z radości, płakałam ze wspomnień i powtarzałam sobie w myślach.-Szybciej!Szybciej!Biegnij szybciej!-stanęła przed nową bramą.Jeszcze 3 lata temu nie było jej tutaj.Jednak biały kolor domu i ciemny dach zostały.Spojrzała na okno w którym kiedyś znajdował się jego pokój.Poczuła się jak krwawiąca róża.Bez dłuższego zastanowienia otworzyła bramę i zadzwoniła tym samym dzwonkiem co wieki temu.W drzwiach stała posiwiała pani.
-Pani Emily?
-Rydel?!-stała nieruchomo,a ja tylko pusto się uśmiechałam.
-Czy on ma żonę?
-Delluś... minęły wieki od twoich ostatnich odwiedzin , czuję jakby wróciła moja zaginiona córka.
-Chcę widzieć Ellingtona...
-Mów do mnie mamo.
-Ale..
-Jesteś i zawsze byłaś moją najmłodszą córeczką,kochanie.Nawet jeśli już nie jesteś narzeczoną mojego syna.Od tamtego czasu wcale się nie zmienił..proszę,wejdź do środka,na zewnątrz jest bardzo zimno.
-Ja tylko na chwilę.Spytam od razu, czy jest w domu?
-W twoim ulubionym miejscu,wchodź.-serce zabiło szybciej,gdy przekroczyłam próg.Poczułam ciepło na nogach i przyjemny zapach pieczonych ciastek.
-Nadal lubi pani piec.
-Och,to moja pasja!-uśmiechnęła się do mnie.Nic nie odpowiedziałam.Chciałam zobaczyć tylko jego.
-Jest tam gdzie ci mówiłam.-zdjęłam czerwony płaszcz i przeglądnęłam się w starym,dużym lustrze.Wzięłam głęboki wdech i postawiłam pierwszy krok na schodach.Szłam wolno,przypominając sobie każdy raz w którym tędy przechodziłam...tylko razem z nim.Siedział przy oknie z gitarą i patrzył przed siebie.
-Hej.-zerwał się na równe nogi.
-Rydel?Co ty tu robisz?!
-Tylko cię kocham.To dlatego.
-Ryd...-patrzył na mnie,próbując wydusić z siebie coś więcej.-Wiesz,że mi i Olivi nie wyszło?
-Wiem.
-Kto ci powiedział?
-Czułam to.Zawsze czuję ciebie i tylko ciebie.
-Skończ.
-Ty czujesz coś do mnie?
-Nie miałem pojęcia,gdzie cię szukać w tym świecie...
-W San Diego.Kocham to miasto.
-Myślałem,że kochasz mnie
.-Oczywiście!-uśmiechnęliśmy się do siebie.Znowu słodkie łzy.
-Życzyłem ci łez szczęścia za ostatnim razem.Nie smutku.
-Te akurat są szczęściem.
-Zgadnij,który dzisiaj jest...
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz?-zaśmiał się.Spoważniał,gdy zobaczył jak na niego patrzę.-Coś się stało?-zapytał.
-Chciałabym ci opowiedzieć o tym ...ale później.
-Skoro chcesz.-odwrócił się na chwilę i nagle wbił mi palce w żebra.
-Auć!Przestań!To boli!-śmialiśmy się.Uczucie ,którego tak dawno nie czuła.Pełne szczęście.W pewnym momencie ujął moją dłoń i zabrał na rękach do przedpokoju.
-Gdzie idziemy?
-Zaraz.-Ubrałam się posłusznie.Całą drogę szliśmy za ręce.
-My trzymamy się za ręce.
-To naturalne.-odpowiedział.
-Jak to?-na to pytanie nie otrzymałam żadnej odpowiedzi.W końcu stanęliśmy w miejscu.
-Nie wiem jak ty,ale ja 20 marca 2010 roku pamiętam doskonale.Zbliżył się do mnie i pocałował.
-Kocham Cię.-powiedziałam
-Ja ciebie też.




Hej kwiatuszki!!!! Jestem! Już po badaniach więc będą opowiadania!! Za tydzień szkoła! NIEEEEE!!! Do której klasy idziecie? Ja do 2 technikum. Jak to szybko leci. co nie? Pod ostatnim postem były 2 komy i nie wiedziałam który wstawić :-( jutro będzie o Raurze ;-)  
Proszę wszystkich którzy czytają  yyy... to coś, bo One Schotem nie mogę tego nazwać, o komentowanie. To naprawdę motywuje :-)


PS. Co robicie w ostatnim tygodniu wakacji?  

PS2. Dedyk dla: Natalii Czuby :-)



4 komentarze: